Cukrownia w centrum Pruszcza świeci pustką od siedmiu lat. Produkcję
zakończono w 2001 roku. Następnie, przez dwa lata, zastanawiano się,
czy fabryka w Pruszczu będzie jeszcze potrzebna. Po 2004 r. władze
Krajowej Spółki Cukrowej postanowiły ją zlikwidować, a nieruchomości
sprzedać.
Rozpoczęto powolne demontowanie urządzeń produkcyjnych. Rada Miasta
liczyła, że spółka zechce szybko zbyć atrakcyjne grunty i uchwaliła
Miejscowy Plan Zagospodarowania Przestrzennego, według którego na
terenach po cukrowni mają powstać osiedla mieszkaniowe, obiekty
handlowe i tereny zielone. Niestety, KSC jakby zapomniała o porzuconej
fabryce. Dotychczas sprzedano niewiele parceli na obrzeżach
kilkunastohektarowego terenu. Pozostałej części nie podzielono jeszcze
nawet na działki. Niszczejące budynki szpecą tymczasem miasto.
Opustoszałe hale produkcyjne straszą rdzą i wypadającymi szybami.
Teren, gdzie niegdyś składowano ogromne hałdy buraków, zdążył zarosnąć
chaszczami. Niestety, KSC wciąż nie potrafi określić terminu, kiedy
ostatecznie "posprząta" pozostałości po zakładzie.
- Krajowa Spółka Cukrowa przejęła Cukrownię Pruszcz w 2004 roku -
wyjaśnia Łukasz Wróblewski, rzecznik prasowy KSC w Toruniu. -
Sprzedaliśmy już w przetargach nieruchomości na obrzeżach zakładu, np.
hotel robotniczy, czy budynek firmowego przedszkola. Spieniężyliśmy też
zbędne maszyny i betonowe płyty z utwardzonego placu na buraki. W
dyspozycji KSC nadal pozostaje główny teren fabryczny o powierzchni 19
hektarów. Obecnie analizujemy różne możliwości jego wykorzystania.
Trudno przewidzieć, kiedy zapadną ostateczne decyzje. Prowadzimy
rozmowy z samorządem Pruszcza, by rozwiązać problem rodzin
zamieszkujących lokale na terenie cukrowni. Obecnie zarząd KSC pracuje
nad kilkuletnią strategią firmy, która określi sposoby zagospodarowania
majątku wszystkich dwudziestu cukrowni w Polsce, w których nie
prowadzimy już produkcji.
- Z władzami Krajowej Spółki Cukrowej w Toruniu spotykam się kilka
razy w roku. Namawiam do sprzedania gruntów po byłej fabryce - zapewnia
burmistrz Pruszcza, Janusz Wróbel. - Niewiele więcej mogę zrobić.
Szkoda, bo w naszym mieście wciąż trwa boom budowlany, a tereny w
centrum są wyjątkowo atrakcyjne i drogie. Dziwię się, że KSC nie chce
dobrze zarobić. To zdumiewające, iż po tylu latach nieruchomości nie są
jeszcze przygotowane do przetargu. Same procedury prawne i
przygotowanie takich transakcji potrafi trwać dwa lata. Dodatkowym
utrudnieniem dla spółki jest konieczność przesiedlenia kilku rodzin.
Zarząd KSC tymczasem nieustannie "zastanawia się". Pozostałości po
cukrowni nie przystają do nowoczesnego wizerunku Pruszcza. Po ostatniej
rozmowie z władzami spółki obawiam się jednak, że taki stan rzeczy nie
zmieni się w ciągu kilku najbliższych lat.