Można Żuławy przemierzyć wzdłuż i wszerz, ale tak solidarnych
sąsiadów nie znajdzie się chyba nigdzie poza Wróblewem. Przebywając
wśród mieszkańców tej miejscowości, trudno nie zauważyć, że wspólny
adres to nie jedyna rzecz, która ich łączy. Zgodnym głosem potrafią
również opowiadać o pięknie swojej wsi i robić wszystko, by z każdym
dniem ładniała. U schyłku jesieni spotkali się raz jeszcze, by
powspominać sukcesy i porażki ostatnich miesięcy.
- To był dla nas bardzo dobry i ważny rok - uważa Małgorzata
Czeczotko. - Obchodziliśmy Rok Żuław i 700-lecie wsi, a w przygotowanie
związanych z nimi uroczystości włączyli się niemal wszyscy.
Roboty nie zabrakło dla nikogo, tym bardziej, że świętowano dwa razy.
- Piętnastego sierpnia przygotowaliśmy obchody ogólne, z udziałem
przedstawicieli władz wojewódzkich i powiatowych, natomiast podczas
dożynek bawili się przede wszystkim mieszkańcy - wyjaśnia Anna Dumara.
- Kto w tamte dni odwiedził Wróblewo, mógł narzekać jedynie na pogodę,
bo atrakcji z pewnością nie zabrakło.
Najjaśniejszym punktem programu był pokaz sztucznych ogni, które podziwiano nawet w Grabinach-Zameczku!
Czas rocznicowych zabaw minął nieubłaganie, co jednak nie znaczy, że
po jubileuszu nic nie zostało. Wróblewianie z dumą pokazują odsłonięty
w święto Wniebowstąpienia NMP pamiątkowy obelisk, chętnie wspominają
też o opracowanej przez prof. Andrzeja Januszajtisa historii
miejscowości. Praca uczonego pozwoliła lepiej poznać przeszłość
urokliwego miejsca nad Motławą. Ostatnim akordem obchodów jubileuszu
istnienia wsi było przystąpienie do "Programu działaj lokalnie VI".
Napisany na jego potrzeby projekt, którego koordynacją zajęła się
Mirosława Dombrowska, przewodnicząca Komitetu Obchodów 700-lecia
Wróblewa, pozwolił pozyskać ponad 5 tys. zł. Za te pieniądze kupiono
pięć kompletów ław i stołów oraz tablice: wystawową i
turystyczno-informacyjną. Będą one służyć zarówno mieszkańcom, jak i
turystom, którzy coraz chętniej odwiedzają tę podpruszczańską
miejscowość.
- Początkowo chcieliśmy złożyć dodatkowy wniosek na stworzenie
repliki ołtarza, jaki niegdyś znajdował się w naszym kościele, ale ze
względów formalnych okazało się to niemożliwe - informuje Anna Dumara.
- Mamy więc zadanie na przyszły rok...
Co ciekawe, w przyszłym roku mijające dni wróblewianie skreślać będą
we własnym kalendarzu. Wydano go dzięki dofinansowaniu wójta gminy
Suchy Dąb, Sławomira Kaźmierskiego, a każdy z miesięcy zilustrowano
unikatowym zdjęciem lub obrazkiem.
- Kalendarz przeznaczony jest przede wszystkim dla mieszkańców naszej wsi - wyjaśnia pani Małgosia.
- Pewną liczbę egzemplarzy przeznaczyliśmy jednak do sprzedaży.
Publikację można nabyć u Małgorzaty Czeczotko, którą we Wróblewie
znaleźć nietrudno. Jej dom jest okazały, z żółtej cegły i jak wszystkie
obejścia we wsi - zadbany.