Wciąż jest nadzieja, że pociąg pojedzie przez powiat gdański jak za dawnych czasów
10.10.2008.
Linia kolejowa z Pruszcza Gdańskiego do Kartuz od lat świeci
pustkami. Nie zmienia to faktu, że wielu mieszkańców naszego powiatu
nie traci nadziei na ponowne uruchomienie przewozów pasażerskich.
O tym, że samorządom przez których teren przebiega linia, zależy na
wskrzeszeniu ruchu kolejowego, świadczyć mają działania władz gminy
Pruszcz Gdański, zmierzające do uregulowanie spraw własnościowych
związanych z dworcem w Straszynie i przylegającymi do niego gruntami.
Obiekt ma stać się własnością gminy, co w pierwszej kolejności pozwoli
na uregulowanie spraw komunikacyjnych. Ulica Spacerowa w Straszynie
jest wąska i brakuje miejsca na jej poszerzenie. Ruch na niej jest
coraz większy, co jest związane z rozwojem miejscowości. Obecnie jest
to droga dwukierunkowa, ale pozbawiona wyjazdu.
- Pozyskanie gruntów od Polskich Kolei Państwowych nie jest łatwe i
trwa zazwyczaj bardzo długo - powiedziała Magdalena Kołodziejczak, wójt
gminy Pruszcz Gdański. - Mamy przyrzeczenie, że wkrótce otrzymamy
interesującą nas ziemię. Pozwoli to zburzyć jeden z budynków, którego
lokatorzy przeniesieni zostaną do mieszkań komunalnych o wyższym
standardzie. Po likwidacji obiektu powstanie miejsce na połączenie
wylotu ul. Spacerowej z ul. Starogardzkiej. Taki układ komunikacyjny
będzie służył wygodzie mieszkańców, a przede wszystkim ich
bezpieczeństwu. Obecnie w przypadku jakiejkolwiek awarii, przejazd
większego pojazdu na tej, jakże wąskiej ulicy, jest mocno utrudniony
lub wręcz niemożliwy.
- Gdy już będziemy właścicielami gruntów przy torach, pojawi się też
możliwość uruchomienia szynobusu. Będzie on kursował z Pruszcza
Gdańskiego, przez Juszkowo do Straszyna, a w następnym etapie, do
Kolbud i Żukowa.
Zainteresowanie projektem już wyraził wójt gminy Kolbudy, Leszek Grombala.
- Torowisko na naszym terenie jest w stosunkowo dobrym stanie, więc
po uzupełnieniu brakującej odcinka szyn i wzmocnieniu nasypu, będzie
można poruszczać się po nim normalnie - zapowiada samorządowiec.
Póki co, na torach w okolicach Kolbud zobaczyć można jedynie
miłośników napędzanych ręcznie drezyn. Wójt Grombala wypowiada się o
nich z wyrażnym szacunkiem.
- Gdyby nie drezyniarze, być może już dawno temu tory zostałyby
rozkradzione - przyznaje włodarz. - Na szczęście mamy ludzi, którzy ich
doglądają i pilnują, by nie zarosły krzakami.
Przysłowiowym światełkiem w tunelu są w sprawie reakrtywacji kolei
również sygnały napływające z ministerstw. Być może więc sprawa
nieczynnych lini uregulowana zostanie odgórnie.