W portach Gdyni i Gdańska zakończył się sezon wizyt ogromnych
statków wycieczkowych. Czy Trójmiasto wykorzystuje szanse, jaką dają
odwiedziny ponad stu tysięcy bogatych turystów rocznie?
Pod względem wizyt tzw. cruiserów polskim potentatem jest Gdynia, do
której tego lata zawinęło 89 jednostek, przywożąc rekordową liczbę 94
135 turystów. Wśród zawijających tu statków były "Maxim Gorkiy" (przed
laty największy radziecki wycieczkowiec, na którego pokładzie doszło do
historycznego spotkania Gorbaczowa z Reaganem), brytyjska "Aurora" (270
metrów długości) i prawdziwe giganty: "Constellation" z wysp Bahamy
(294 m, 1800 pasażerów na pokładzie) oraz ekskluzywna "Star Princess"
(290 m, 2600 pasażerów i 1100 osób załogi). Kolejne 32 statki zawinęły
do Gdańska. Prawie wszystkie zatrzymują się u nas tylko na kilka godzin
- zawijają rano, by wieczorem rzucić cumy. Prawie połowa ich pasażerów
to Amerykanie.
- W dodatku majętni, bo rejsy po Bałtyku są znacznie droższe niż na
Karaibach. Na przykład na "Star Princes" cena tygodniowego rejsu waha
się od 580 do 1500 euro, ale oferty de luxe kosztują 20 tys. euro -
mówi Agata Nowakowska z biura podróży Marco Polo Travel, które oferuje
wypoczynek na statkach.
Czy Trójmiasto wykorzystuje szansę, jaką dają odwiedziny bogatych
turystów? Z jednej strony rosnąca liczba zawinięć świadczy o
atrakcyjności Wybrzeża, gdzie goście zostawiają coraz więcej pieniędzy.
Z drugiej - pojawiają się głosy, że zarabiać moglibyśmy znacznie
więcej, a sporo szans jest marnowanych.
Na przykład w Gdyni dla mniejszych jednostek jest miejsce przy skwerze
Kościuszki, natomiast najokazalsze statki ze względu na poziom
zanurzenia cumują na nabrzeżach portowych przy Dworcu Morskim, gdzie
witają je hałdy złomu, składy i budynki przemysłowe.
Na nabrzeżu portowym nie ma śladu informacji turystycznej (zawodzą tzw.
lotne patrole IT, które powinny promować Gdynię wśród pasażerów),
żadnych szans na zrobienie zakupów. - Nic dziwnego, że w ankietach
oceniających bałtyckie porty turyści najniżej oceniają Trójmiasto -
twierdzi Agata Nowakowska.
Biuro Baltic Gateway Poland organizuje wycieczki dla pasażerów
(ostatnio 45 autokarami ruszyło na nie ok.1700 pasażerów
"Constellation"), pokazując Trójmiasto, Kaszuby, Hel i Malbork. - W
Trójmieście brakuje przewodników, którzy władają włoskim, hiszpański,
francuskim i szwedzkim. Turyści skarżą się, że za długo stoją w
korkach, a statek na nikogo czekać nie będzie - mówi Dariusz
Stankiewicz, właściciel BGP. - Gdy zawinie kilka statków na raz,
pojawia się problem z autokarami.
Tymczasem pasażerowie "cruiserów" są w stanie dobrze zapłacić za
spełnienie ich marzeń. - Na specjalne życzenia organizowaliśmy
kilkugodzinne samolotowe wycieczki do Warszawy, wypady na golfa do
Postołowa, na konie do stadniny w Kadynach albo przejazd zabytkowym
mercedesem po Trójmieście. Były tematyczne wycieczki szlakiem gdańskich
ogrodów, koncerty chopinowskie, spotkanie z prezydentem Wałęsą i rejs z
prezydentem Kwaśniewskim - opowiada Stankiewicz.
W innym biurze usłyszeliśmy historię o turystach, którzy słono
zapłacili za podróż awionetką do Krakowa i wizytę w Oświęcimiu, gdzie
zginął przodek jednego z Amerykanów.