Trąbki Wielkie. Zapomniana historia - egzekucja w lesie
04.04.2008.
Telewizyjna Jedynka co rusz sięga po filmową klasykę. Niedawno,
kolejny raz przypomniała „Wielką ucieczkę” Johna Strugesa - obraz
opowiadający o jeńcach zbiegłych ze Stalagu Luft III w Żaganiu. Ich
ucieczka była największą, najlepiej zorganizowaną, a zarazem jedną z
najtragiczniejszych, do jakich doszło w czasie drugiej wojny światowej.
Na osobisty rozkaz Hitlera rozstrzelanych zostało 50 z 73 złapanych
lotników. Nić owej dramatycznej historii prowadzi w okolice... Trąbek Wielkich...
Jej bohaterami są Gordon Brettell, Romualdas
Marcinkus, Henri Piccard i Tim Wallen, którzy z obozu wydostali się
nocą z 24 na 25 marca 1944 roku. Dotarcie za druty umożliwił im –
podobnie jak innym więźniom – pomysłowo przygotowany podkop.
Zaopatrzeni w cywilne ubrania i podrobione dokumenty zaryzykowali
podróż pociągiem. Wkrótce jednak okazało się, że nie był to najlepszy
pomysł. Zbiegów ujęto podczas kontroli w Pile i odstawiono do obozu
jenieckiego w Malborku. Stamtąd wyruszyli w swoją ostatnią drogę.
Okoliczności śmierci pilotów nie zostały w pełni wyjaśnione. Rąbka
tajemnicy w tej sprawie uchylił kierowca gdańskiego gestapo, Willi
Reimer, którego relację przytacza Alojzy Męclewski w książce „Neugarten
27”. Przesłuchiwany po wojnie przez Brytyjczyków zeznał, że pewnego
dnia (mógł to być 29 marca 1944 roku – przyp. autora) kazano mu
pojechać ciężarówką do lasu w okolicach Trąbek Wielkich. Na miejscu
były już dwa lub trzy samochody osobowe, przy których kręcili się szef
gdańskiego gestapo Günther Venediger i komisarz Reinhold Burchard. Po
wjechaniu w głąb lasu, na ciężarówkę wrzucono kilka ciał. Reimer
pamiętał, że u jednej z ofiar zauważył krew spływającą z rany na
plecach. Po załadunku wrócił do Gdańska i wstawił do garażu samochód ze
zwłokami. Jakiś czas później pojechał z komisarzem Burchardem do
krematorium, gdzie ktoś już dostarczył ciała lotników...
Zbrodnia w trąbkowskim lesie nie doczekała się osądzenia. Przeszkodził
m.in. fakt, że ta część Europy znalazła się za żelazną kurtyną i
zachodni prokuratorzy nie mieli do niej dostępu. Los łagodnie obszedł
się z hitlerowskimi zbrodniarzami, znacznie gorzej z pamięcią o ich
ofiarach.