Chociaż od środy kierowcy podróżujący autostradą A1 muszą płacić za
przejazd, to jest szansa, że opłaty mogą zostać obniżone. Minister
infrastruktury Cezary Grabarczyk chce zweryfikować obowiązujące na
trasie stawki.
Taką wiadomość przywiózł w niedzielę Jan Kulas, poseł Platformy
Obywatelskiej z Tczewa, z miasta, w którym mieszkają główni użytkownicy
tej drogi.
O autostradzie A1 rozmawiano w niedzielę w Warszawie, gdy
premier Donald Tusk podsumował 100 dni funkcjonowania swojego gabinetu.
Na uroczystości obecni byli nie tylko posłowie, ale również
przedstawiciele rządu, w tym minister Grabarczyk.
- Zaraz po
wystąpieniu Donalda Tuska spotkałem się z panem ministrem i
powiedziałem mu, że zdaniem wielu pomorskich kierowców stawki na
autostradzie A1 są zbyt wysokie - opowiada Jan Kulas. - Otrzymałem
jednak odpowiedź, że o wysokości opłat zadecydował już w 2004 roku jego
poprzednik i tak zapisano w umowie z koncesjonariuszami autostrady.
Jednakże minister zapewnił mnie, że przeanalizuje obowiązujące stawki
pod względem prawnym.
Poseł przyznaje, że stawki rzeczywiście nie są
małe. Uważa, że gdyby były niższe, więcej osób skorzystałoby z
przejazdu. - Cały czas docierają do mnie głosy, że A1 powinna być
tańsza - dodaje. - Patrząc na dojazd ze Swarożyna czy Stanisławia do
Gdańska, w jedną i drugą stronę, to nie jest mało [przejazd
25-kilometrowym odcinkiem samochodu osobowego kosztuje 6,70 zł - dop.
red.]. To najwyższa opłata w krajach Unii Europejskiej, biorąc pod
uwagę zarobki i siłę nabywczą. Bowiem 6 eurocentów za kilometr płaci
się we Włoszech i Portugalii. Francuz płaci 7, a Hiszpan 8 eurocentów.
Jan Kulas zdradza, że minister wyraził wolę dal-szego budowania autostrady. - I to jest teraz najważniejsze - uważa poseł.
Dodajmy,
że minister infrastruktury rozważa też możliwość bezpłatnego przejazdu
na czas remontu drogi krajowej nr 1, który ma się rozpocząć wiosną tego
roku. Na ostateczną decyzję trzeba jednak jeszcze nam poczekać