Samochody omijają autostradę A1 i nadal będą ją omijać. Szef resortu
infrastruktury wciąż nie zdecydował się na obniżenie wysokich stawek za
korzystanie z trasy. A1 miała być objazdem dla remontowanej krajowej
drogi nr 1.
Drogowcy pracują już od początku kwietnia i będą pracować do końca
czerwca przyszłego roku. W czasie trwania remontu opłaty na
autostradzie miały zostać obniżone lub zniesione.
Takiej decyzji
marszałkowi Janowi Kozłowskiemu od ministra Cezarego Grabarczyka nie
udało się uzyskać na wczorajszym spotkaniu. Minister poinformował, że
ma związane ręce, ponieważ nie ma jeszcze zgody od ministra finansów. W
rezultacie kierowcy, dla których zapłacenie prawie 7 zł za wjazd na A1
to zdecydowanie za dużo, muszą godzinami tkwić w korkach na
remontowanej drodze krajowej, bo alternatywy na dotarcie do i z
Trójmiasta nie mają. Komunikacyjna mordęga ma trwać jeszcze
przynajmniej dwa tygodnie. Według marszałka Jana Kozłowskiego, pod
koniec kwietnia można się spodziewać obniżenia stawek. Biorąc pod uwagę
dotychczasowy marazm decyzyjny, zapewne znacznie dłużej będziemy czekać.
Na
razie zamiast niższych opłat kierowcy zostaną przepytani przez
ankieterów sopockiej Pracowni Badań Społecznych. Odpowiedzą, ile byliby
skłonni zapłacić za jazdę autostradą. Marszałek już wstępnie rozmawiał
z firmą badawczą. Wyniki ankiety mają trafić do ministra jeszcze w tym
miesiącu.
- Ankieta ma przyspieszyć decyzję o obniżeniu opłat -
powiedział marszałek Jan Kozłowski. - Na podstawie uzyskanych wyników
będzie wiadomo, o ile obniżyć opłaty, aby ulżyć kierowcom. Płaciliby
oni mniej do czasu zakończenia remontu "jedynki", czyli do czerwca
przyszłego roku.
Ankieterzy PBS będą pytać kierowców na bramkach
autostradowych oraz na remontowanym odcinku krajowej "jedynki". Na dni,
w których przeprowadzone zostanie badanie, wstępnie zostały wybrane
czwartek i sobota.
- Musimy zapytać kierowców korzystających z
autostrady tylko w dni robocze, jak i tych jeżdżących w weekend -
powiedział Tomasz Dziedzic, kierownik projektów w PBS DGA sp. z o.o.
Dlaczego
tyle czasu trwało ustalenie, że ankieta będzie przydatna? Remont
"jedynki" zapowiadany był od kilku miesięcy i o to, ile chcą płacić
kierowcy, można było zapytać ich już dawno. Do tego nie wiadomo, na ile
uzyskane odpowiedzi byłyby wiążące dla szefów resortów infrastruktury i
finansów. Wiadomo, że na czasowe zniesienie opłat nie ma szans.
- Byłyby to za duże koszty dla budżetu państwa - dodaje Kozłowski.
Pieniądze
zebrane na autostradowych bramkach są bowiem wyłącznym dochodem
państwa. Konkretnie - trafiają do Krajowego Funduszu Drogowego. Stawki
mogą zostać zatem tylko obniżone. O ile?
- Najwyżej o połowę -
twierdzi nasz informator. - Przyjmuje się, że na odcinku takiej
długości minimalna opłata nie powinna być niższa niż 3 zł. Tyle bowiem
kosztuje przeciętnie bilet komunikacji miejskiej. Jeżeli dla kogoś
nadal będzie za dużo, to znaczy, że w ogóle teraz i w przyszłości nie
będzie zainteresowany korzystaniem z płatnej autostrady.
Obecnie
przejazd 25-km A1 kosztuje 6,7 zł. W dwie strony to ponad 13 zł. Stawka
okazała się nie do zaakceptowania dla wielu Pomorzan. Ruch na drodze po
wprowadzeniu opłat spadł drastycznie - z 17 tys. do 9 tys. pojazdów na
dobę.
Obniżenia stawek do poziomu 3 zł domagali się politycy PiS,
dla których protesty na autostradzie stały się sposobem na zbicie
politycznego kapitału. Czasowe obniżenie o 50 proc. stawek na A1
rekomendowała ministrowi także Gdańsk Transport Company, spółka
zarządzająca drogą. Wysokość stawek nie ma wpływu na przychody spółki.
Spółka dwa razy w roku otrzymuje od resortu stałą wynegocjowaną kwotę
za udostępnienie drogi kierowcom. A1 jest jedyną w kraju autostradą
użytkowaną na takich warunkach.