Około godz. 23, mieszkańcy Kolbud zauważyli, że ze studzienki
kanalizacyjnej na drodze wojewódzkiej nr 221 wypływa ciemnobłękitna
ciecz. Prawdopodobnie były to odpady produkcyjne z pobliskiej firmy
odzyskującej srebro ze zużytych wywoływaczy i utrwalaczy
fotograficznych.
- Początkowo nie wiedzieliśmy, z czym mamy do czynienia, więc za
wszelką cenę staraliśmy się nie dopuścić do skażenia Reknicy, która
wpływa do Raduni i dalej do zbiornika wody pitnej w Straszynie -
relacjonuje kpt. Marek Puzdrowski, rzecznik Państwowej Straży Pożarnej
w Pruszczu Gd. - Zebraliśmy około 200 litrów płynu. Po przyjeździe
Plutonu Ratownictwa Chemicznego z Gdyni i właściciela firmy ustalono,
że ze studzienki najprawdopodobniej wypływają substancje niestanowiące
zagrożenia dla środowiska. Sprawdzą to inspektorzy z Wojewódzkiej
Inspekcji Ochrony Środowiska.
Sprzątanie trwało do rana.
- Nie wiedząc, co wypływa na ulicę, na wszelki wypadek zamknąłem
drogę - uzasadnia Leszek Grombala, wójt gm. Kolbudy. - Samochody
skierowaliśmy przez Łapino Górne i Czapielsk.
Policja pod nadzorem prokuratury w Pruszczu sprawdza, jak doszło do
zanieczyszczenia. Skontroluje, czy firma utylizowała odpady. Na miejscu
pracuje również inspektor z Wojewódzkiej Inspekcji Ochrony Środowiska w
Gdańsku.
Właściciel firmy podejrzanej o spowodowanie zanieczyszczenia był
wczoraj nieuchwytny. W zależności od tego jak prokuratura zakwalifikuje
zdarzenie, osobom odpowiedzialnym grozi kara grzywny do 5 tys. zł za
skażenie środowiska lub nawet osiem lat więzienia za spowodowanie
zagrożenia życia i zdrowia mieszkańców.