StartowaNasze Sprawy Kolbudy. Dzikie wysypiska wokół jeziora - posprzątać nim dojdzie do skażenia
Kolbudy. Dzikie wysypiska wokół jeziora - posprzątać nim dojdzie do skażenia
08.02.2008.
Sterty odpadów i rupieci w pobliżu linii brzegowej - tak wyglądają
okolice jeziora w Kolbudach. Dookoła pełno butelek (również po
detergentach), starych opon, czy skrzynek - skarżą się mieszkańcy
miejscowości.
- Wśród śmieci widziałem nawet... łóżko. Często chodzę na spacer nad
jezioro, a taki widok nie napawa optymizmem - mówi Waldemar K.
(nazwisko do wiadomości red.). - Zwłaszcza, że zbiornik połączony jest
z Jeziorem Straszyńskim, czyli powierzchniowym ujęciem wody dla Gdańska.
Jak twierdzi nasz Czytelnik, odpadów wciąż przybywa, bo nikt ich nie sprząta.
- Czy musimy czekać, aż dojdzie do skażenia wody? - pyta pan Waldemar.
-
Utrzymanie terenu we właściwym stanie leży w gestii firmy Energa Zakład
Elektrowni Wodnych w Straszynie - wyjaśnia Leszek Grombala, wójt gminy
Kolbudy. - Mimo to, dwa razy w roku, wiosną i jesienią, razem z
sołtysem organizujemy akcje sprzątania brzegów jeziora. Aktywnie pomaga
okoliczna młodzież. Niestety, okazuje się, że bałaganiarzy w gminie nie
brakuje...
- Sprawdziłem teren wokół naszego zbiornika. Jest czysto. Nie
znalazłem żadnego dzikiego wysypiska. Może chodzi o sąsiedni zbiornik,
którego utrzymanie należy do Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w
Gdańsku i gdańskiego okręgu Polskiego Związku Wędkarskiego? - Andrzej
Kamonciak, kierownik wydziału ruchu w firmie Energa ZEW w Straszynie,
jest zaskoczony.
- Nam podlega jedynie koryto Raduni - zapewnia Halina Martuszewska z działu utrzymania wód i urządzeń wodnych RZGW w Gdańsku.
Jak twierdzi tymczasem Grzegorz Gęsiarz z PZW Okręg w Gdańsku, w
umowach dzierżawy akwenów przez koła wędkarskie nie ma zapisów o
obowiązku sprzątania wysypisk na brzegach jezior.
- Mamy dbać, by nie dochodziło do sytuacji grożących
zanieczyszczeniem wód. Dlatego wiele kół wędkarskich, dwa razy do roku
urządza akcje zbierania śmieci wokół „swoich” zbiorników. Jednak nie
zawsze jesteśmy w stanie usunąć wielkogabarytowe odpady. Zwłaszcza, że
rozmaite rzeczy znajdujemy również w wodzie podczas odławiania ryb.
Wyciągamy z dna nawet materace, łóżka, czy inne sprzęty - mówi Grzegorz
Gęsiarz.
- Znamy problem doskonale, gdyż do nas należy opieka nad jeziorem w
Kolbudach - przyznaje Dariusz Bławat z Koła nr 58 Polskiego Związku
Wędkarskiego w Kolbudach. - Jesienią ub. roku, w ramach akcji
„Sprzątanie Świata”, dzieci z naszej Młodzieżowej Szkółki Wędkarskiej,
na brzegach tego zbiornika zebrały dwadzieścia 120-litrowych worków
puszek, szklanych i plastikowych butelek, foliowych siatek oraz
pojemników. Niestety, kanałem od strony Bielkowa woda niesie kolejne
śmieci. W zaroślach pojawiają się też takie, jak np. opony, czy stare
meble, których nie jesteśmy w stanie samodzielnie usunąć. Właśnie
przygotowujemy się do wiosennych porządków, które chcemy przeprowadzić
nim rozrosną się przybrzeżne trzciny. Członkowie naszego koła, które
liczy ponad 170 osób, zadeklarowali na ten cel składkę w wysokości 5
zł. Wszystko bowiem kosztuje. Musimy zorganizować duży samochód i
zapłacić za wyrzucenie śmieci na wysypisku w Szadółkach.
Niestety, jak podkreśla Dariusz Bławat, sprzątanie podrzucanych
rupieci, zwłaszcza z miejsc położonych na uboczu, to walka z
wiatrakami. Dopóki prawo nie zmusi obywateli do legalnego pozbywania
się starych gratów i innych odpadów, wciąż znajdą się tacy, którzy będą
woleli zaoszczędzić pieniądze za wywóz śmieci. Póki co, niedługo znów
przyjdą dzieci i pozbierają odpadki rozrzucane gdzie popadnie przez
dorosłych...