Intruzi pod ochroną - lisy i żmije niepokoją mieszkańców
09.06.2008.
Na Żuławach Gdańskich jest coraz więcej lisów - alarmują mieszkańcy.
Zwierzęta rozmnożyły się jak nigdy wcześniej. Ludzie narzekają, że rude
czworonogi kradną kury z podwórek i nie boją się podchodzić do domów.
Podejrzewają, iż chorują na wściekliznę i dlatego nie boją się ludzi.
Piotr Jeliński, powiatowy lekarz weterynarii z Pruszcza uspokaja, że
dotychczas na Pomorzu nie odnotowano przypadków tej groźnej choroby.
- Lisy regularnie polują na moje kury - denerwuje się Władysław
Damian z Długiego Pola. - Zgłosiłem sprawę sołtysowi, jednak on
niewiele może poradzić. Zwierzęta zupełnie nie boją się ludzi. Wchodzą
nawet na podwórko. Kogo prosić o pomoc? Może myśliwi mogliby odstrzelić
trochę "rudzielców"?
- Żaden myśliwy w Polsce nie strzeli do zdrowego lisa. Od końca
marca do 1 lipca obowiązuje okres ochronny - mówi Jan Gryń, leśniczy,
łowczy z Koła Łowieckiego Cietrzew z Trąbek Wielkich. - Wiosną lisy
wychowują młode. Żeby je wykarmić, ryzykują podejście do ludzkich
siedzib, by zapolować na łatwą z ich punktu widzenia zdobycz - drób.
Mimo szkód, jakie wyrządzają rolnikom, są niezwykle pożytecznymi
zwierzętami. Odżywiają się głównie padliną, sprzątając tym samym las.
Polują też na myszy, nie dopuszczając do ich zbytniego rozmnożenia.
Populacja lisów zależy od tego, czy mają pod dostatkiem pożywienia.
Przyroda sama reguluje liczebność tego gatunku na danym terenie. Poza
okresem ochronnym, strzelamy do "rudzielców", jednak zawsze zgodnie z
planem łowów. Dokument zatwierdza nadleśniczy, a wójt i Okręgowa Rada
Łowiecka mają prawo wyrażania opinii. Jeśli włodarz danej gminy uważa,
że lisów jest za dużo, może wnioskować o odstrzał prewencyjny.
Lisy to nie jedyny gatunek zwierząt, jaki dokucza mieszkańcom
powiatu gdańskiego. W gminie Trąbki Wielkie ludzi niepokoją żmije.
Często wygrzewają się one w słońcu na brukowanych podjazdach budynków.
Mieszkańcy nie bardzo wiedzą, co robić z niechcianymi gośćmi, zwłaszcza
że najbardziej popularna odmiana - żmija zygzakowata - jest objęta
prawną ochroną. Nie wolno zabijać tych zwierząt.
W tym wypadku specjaliści również uspokajają, że rozplenienie żmij
nie jest niczym nadzwyczajnym - zwłaszcza po niezwykle łagodnej zimie.
- W ciągu ostatnich 10 lat odnotowaliśmy zaledwie dwa przypadki
ukąszenia przez żmiję zygzakowatą - informuje Maciej Wasik, zastępca
kierownika Gminnego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Trąbkach Wielkich. -
Jeśli dojdzie do ukąszenia, należy natychmiast wezwać pogotowie
ratunkowe lub zawieźć poszkodowanego do Szpitala Chorób Zakaźnych w
Gdańsku, przy ulicy Smoluchowskiego. Tylko tam można podać surowicę.
Pacjent po zabiegu musi zostać na obserwacji, gdyż lek nie jest
obojętny dla zdrowia. Dobrze jest ponadto powyżej miejsca ukąszenia
założyć opaskę uciskową i ochłodzić ranę. Nie wolno wyciskać jadu ani
nacinać skóry. Warto mieć świadomość, że żmija zygzakowata to nie kobra
królewska. Jej jad najbardziej zagraża dzieciom oraz osobom starszym i
schorowanym. Mało prawdopodobne, by zabił dorosłego, zdrowego człowieka.
Wścieklizny nie ma i nie było
Rozmowa z Piotrem Jelińskim, powiatowym lekarzem weterynarii z Pruszcza Gd.
- Co robić, gdy zobaczymy na podwórku lisa i podejrzewamy, że może być chory?
- Jeśli ktoś przypuszcza, że napotkane dzikie zwierzę choruje na
wściekliznę, powinien zgłosić to miejscowemu urzędowi gminy lub
Powiatowemu Inspektoratowi Weterynarii. Na miejsce pojedzie lekarz
weterynarii i sprawdzi sygnał. Jeśli zajdzie taka potrzeba, może
zarządzić odstrzał podejrzanego zwierzęcia oraz specjalistyczne badania.
- Rolnicy z Żuław niepokoją się, iż lisy zaglądające na posesje są wściekłe...
- Od dłuższego czasu na Pomorzu nie mieliśmy przypadku wścieklizny.
Wiosną prowadziliśmy w lasach akcję szczepienia lisów przeciw tej
chorobie.