Trudny rok czeka kierowców z całego regionu. Rozpoczyna się właśnie
drugi etap remontu krajowej "jedynki" na odcinku od Pszczółek do
Pruszcza Gd. Zakres robót oraz czas ich trwania dowodzi, że prace będą
niezwykle uciążliwe dla kierowców. Ruch odbywać się będzie wahadłowo.
To sprawi, że największą pomorską arterię, którą dziennie przemierza
ok. 30 tys. pojazdów, czeka paraliż.
Pod koniec ubiegłego tygodnia nastąpiło już przekazanie placu
budowy. Drogowcy rozpoczęli przygotowania. Zaczęli zdejmować
krawężniki, usuwali ziemię. Pojawiły się też pierwsze utrudnienia.
Między ulicami Zastawną i Batalionów Chłopskich w Pruszczu Gd.
wprowadzono ruch wahadłowy. Konkretne prace ruszą w najbliższych
dniach. Ich zakres jest bardzo wielki. Drogowcy wymienią nawierzchnię,
wyremontują skrzyżowania, zainstalują bariery ochronne, a nawet
przebudują trzy obiekty mostowe. Ponadto pojawią się chodniki dla
pieszych, ścieżki dla rowerzystów i zatoczki dla autobusów.
Wykonawcą
prac będzie Skanska SA, a nadzorem zajmie się firma Polski Rejestr
Statków SA. Koszt remontu 11-kilometrowego odcinka z Pszczółek do
Pryszcza to - bagatela - ponad 70 mln zł!
Niestety, z pracami będą
się wiązać spore utrudnienia w ruchu. Na remontowanym odcinku w trzech
różnych miejscach będzie się on odbywać wahadłowo. Jak mówią drogowcy -
nie mieli jak przeprowadzić objazdu. Okoliczne drogi są bowiem do tego
nieprzystosowane.
Tymczasem kierowcy zaciskają już zęby. Wielu na czas remontu wybierze sobie za objazd podrzędne drogi.
– Pojadę przez wioski, Suchy Dąb lub Trąbki Wielkie – ubolewa
Sławomir Cyranowski, kierowca z Tczewa. – Co prawda jest to dalej i
dłużej, ale wolę to, niż czekać w korkach.
Remontu najbardziej, co zrozumiałe, obawiają się mieszkańcy Pszczółek i Pruszcza Gd. Wielu ma nadzieję, że pójdzie on sprawnie.
–
Mnie – tak jak tysiącom innych kierowców – nikt za stracony czas nie
zapłaci – zauważa Irena Paciorkowska z Pszczółek. - Niech lepiej
otworzą ludziom bezpłatnie autostradę.
Obawy mieszkańców się
potwierdzają. Wiele wskazuje na to, że korki będą się ciągnąć w
nieskończoność. Tylko na przejazd jednego z trzech "wahadeł" kierowcy
będą musieli poczekać do 15 minut. Przedstawiciele Generalnej Dyrekcji
Dróg Krajowych i Autostrad, która jest zarządcą krajowej "jedynki"
przekonują, że taka metoda ma sens i została wymyślona właśnie z myślą
o zmotoryzowanych.
Dzięki temu, że na remontowanym odcinku będą
pracowały trzy niezależne grupy wykonawców, prace bitumiczne na jezdni
zakończą się szybciej, niż to zakładano, czyli już pod koniec tego
roku! Natomiast pozostałe roboty, tyle, że prowadzone już poza jezdnią
mają skończyć się do czerwca 2009 r.
- Taka organizacja robót pozwoli na skrócenie do minimum czasu
związanego z utrudnieniami na "jedynce" – cieszy się Piotr Michalski,
rzecznik prasowy gdańskiego oddziału GDDKiA. - Zdajemy sobie sprawę, że
utrudnienia z tego powodu będą spore, ale jeśli zakończymy to jeszcze w
tym roku, każdy na tym zyska. Zresztą chcę podkreślić, że droga w
trakcie remontu cały czas będzie przejezdna. Ponadto zostały obniżone
opłaty na przebiegającej nieopodal autostradzie A1 i w każdej chwili
można tamtędy nasz remont ominąć.
Przypomnijmy: po wielokrotnych
interwencjach "Polski Dziennika Bałtyckiego" zdecydował o tym minister
infrastruktury Cezary Grabarczyk. Teraz za przejechanie 25-km z
Rusocina do Swarożyna trzeba zapłacić 3,5 zł, wcześniej 6,70 zł. Taka
stawka będzie obowiązywała do czasu zakończenia remontu "jedynki" - 30
czerwca 2009 r. I według opinii kierowców, wielu z tego skorzysta.
–
Zdecydowanie wolę jechać autostradą, by ominąć taki remont – przyznaje
Ginter Hebel, kierowca z Tczewa. – 2,5 zł za przejazd ze Stanisławia do
Rusocina, to nie są duże pieniądze. Zwłaszcza, gdy pomyślę, ile
spaliłbym paliwa w korku na "jedynce". Nie wspomnę już o czasie.
Autostradą do Gdyni jadę co najwyżej 35 minut, a na przejazd krajówką
trzeba liczyć grubo ponad godzinę, czasem nawet półtorej.
Są jednak i tacy, którzy są po części zadowoleni z remontu na
"jedynce". – Myśląc o tym, że znikną te potworne koleiny, tyle można
się przemęczyć - zauważa optymistycznie inny tczewianin Mirosław
Graczyk.
Dodajmy, że dobiega już końca remont 5,5-kilometrowego odcinka z Miłobądza do Tczewa. Potrwa on do końca tego miesiąca.