Drogowcy naprawiają odcinek krajowej "jedynki", który jest naprawiony
20.04.2008.
Wiele kontrowersji wzbudza rozpoczęty niedawno remont drogi krajowej
nr 1 w województwie pomorskim. Zdaniem wielu kierowców i mieszkańców
regionu, modernizowane są niepotrzebne odcinki tej trasy. Drogowcy
zajmują się fragmentami jezdni, które niedawno - dosłownie kilka
miesięcy temu - były robione. Dzieje się tak w Zajączkowie, niedaleko
Tczewa, gdzie zdarto asfalt, nie myśląc o tym, że był nowy. Położono go
jesienią ubiegłego roku, kiedy we wsi powstała nowa stacja paliw.
Sytuacja jest o tyle dziwna, że nowe prace na tym odcinku nic tam
niezmienną. Wielu mieszkańców nie może zrozumieć, dlaczego tak łatwą
ręką wydawane są pieniądze praktycznie w błoto. Takie prace pochłaniają
przecież tysiące złotych.
Remont odcinka z Miłobądza do Tczewa,
który przebiega właśnie przez Zajączkowo, tak naprawę kontrowersje
wzbudzał już o wiele wcześniej. Od momentu, gdy zarządca łódzkiej trasy
- Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zdecydowała o
modernizacji owego odcinka. Większość kierowców uważała, że nie ma
sensu go remontować, gdyż był w dobrym stanie. Przedstawiciele
gdańskiego oddziału tłumaczyli jednak, że remont odcinka z Miłobądza do
Tczewa jest niezbędny, bo badający nawierzchnię eksperci stwierdzili,
iż asfalt zaczyna pękać. 1 kwietnia przystąpiono więc do prac. Kierowcy
jakoś się z tym pogodzili. Ale gdy kilka dni temu zerwano asfalt (ok.
500 metrów) w Zajączkowie, w okolicach stacji Olkop, miarka się
przebrała.
- Dopiero co zrobili tę drogę w październiku, a tu nagle
remont rozpoczyna się od nowa - denerwuje się Irena Zimna, której dom w
Zajączkowie sąsiaduje z krajową "jedynką". - Kto w ogóle wpadł na taki
pomysł? Przecież było już tak ładnie. To są jacyś wariaci! Nie szkoda
im pieniędzy? Lepiej przeznaczyliby je na inne drogi, zwłaszcza w
małych miejscowościach, gdzie dziura leży na dziurze.
Widok pracujących w Zajączkowie drogowców dziwi też pozostałych
mieszkańców wsi. - Kto to widział, aby remontować coś, co było już
zrobione - przekonuje pan Janusz. - Zwłaszcza, że nowe prace na tym
odcinku nic tu nie wnoszą nowego. Nie widzę, aby dokładano nowe pasy
ruchu. Zresztą infrastruktura wokół drogi też się nie zmienia.
Przypuszczam, że nikt w zarządzie dróg nie spojrzał, że było tu już
wykonane i tak jak im leci, robią.
- Kiedy zobaczyłem zdzierających
asfalt drogowców, zaskoczyło mnie - przyznaje Jacek Prystupa. - Droga
była tu robiona jesienią i wszystko było dobrze. A teraz nie dość, że
pieniądze wydają niepotrzebnie, to nowy dywanik jest... od 10
centymetrów węższy. Tylko stwarzają wszystkim kłopotów. Kierowcy muszą
stać w korkach, a do mojego kiosku z jabłkami nie można swobodnie
podjechać.
Właściciel stacji Olkop odmówił nam komentarza. - Nie
chcę się w tej sprawie udzielać, proszę o to zapytać drogowców, im
kazano, to robią - powiedział.
Tak też pytamy. Przedstawiciele
gdańskiego oddziału generalnej dyrekcji dróg zapewniają, że prace w
Zajączkowie to nie ich wymysł.
- Odcinek wykonano na zlecenie firmy
Olkop, która zdecydowała się tam umieścić swoją stację paliw - tłumaczy
Piotr Michalski, rzecznik prasowy GDDKiA w Gdańsku. - Niestety,
inwestor wykonał go źle i został zobowiązany, aby go poprawić. I to on
finansuje wszystkie wykonywane tam prace. My tu nic nie dokładamy.
Remont
całego odcinka Miłobądz - Tczew, zgodnie z zapowiedziami, potrwa do 30
czerwca. Drogowcy chcą zakończyć prace, jeszcze zanim rozpoczną się
wakacje. Na dobę przejeżdża tą drogą ponad 30 tysięcy pojazdów.