StartowaNasze Sprawy Chciał zabić jakiekolwiek dziecko. Zabójca-pedofil z Łęgowa skazany na dożywocie
Chciał zabić jakiekolwiek dziecko. Zabójca-pedofil z Łęgowa skazany na dożywocie
06.11.2007.
Skazany na dożywocie morderca 11-letniego chłopca Piotr Trojak z
Tczewa posiedzi w więzieniu co najmniej 30 lat. Trojak chciał zgwałcić
dziecko, a gdy to mu się nie udało, postanowił je zabić, by pozbyć się
świadka. Gdański sąd zdecydował wczoraj, że dopiero jako 60-latek
będzie się mógł ubiegać o przedterminowe zwolnienie z więzienia.
Zabójca przyjął wyrok bez najmniejszych emocji.
Trojak przez dwa lata nosił się z zamiarem zgwałcenia i zabicia jakiegokolwiek dziecka.
- Było mu nawet obojętne, czy to będzie chłopiec, czy dziewczynka -
mówiła w uzasadnieniu werdyktu sędzia Marlena Kasprzyk. - W dzień
zabójstwa zabrał do plecaka między innymi dwa noże, sznurek oraz
chusteczki, aby móc się po zabójstwie oczyścić.
Zabił chłopca, by dziecko później nie rozpoznało oprawcy.
- A przecież mógł zostawić swoją ofiarę w spokoju - powiedziała
sędzia Kasprzyk. - Być może przestraszony chłopiec nikomu by nic nie
powiedział. A jeśli nawet oskarżony zostałby zatrzymany, odpowiadałby
tylko za usiłowanie gwałtu, karane przecież znacznie łagodniej. Tak się
jednak nie stało. Przestępca w sposób przemyślany i do końca
zaplanowany dokonał tej zbrodni.
Trojak nigdy nie wyraził skruchy, przynajmniej na sali rozpraw. Stać
go było jedynie na wysłanie kilku listów z aresztu, w których kajał
się, pisząc, że zmarnował sobie życie.
- W tej sprawie pasowałaby tylko kara śmierci. A jeśli już
dożywocie, to niech to będzie tak długo, aby nigdy nie ujrzał światła
dziennego - powiedział po ogłoszeniu werdyktu Bogdan Talarek, ojciec
11-letniej ofiary.
Wyrok, jaki wczoraj zapadł, jest dokładnie taki, jakiego żądała
prokuratura. Obrońca Trojaka, mecenas Marek Karczmarzyk prosił sąd, by
"nie zabierać mu całego życia".
Zabójcę podczas śledztwa zbadali psychiatrzy. Ich zdaniem, 30-letni
Trojak, mordując chłopca, wiedział, co robi, nie miał zaburzonej
świadomości. Zdiagnozowali też u niego pedofilskie skłonności. Biegłym
w tym procesie był również prof. Zbigniew Lew-Starowicz. Według jego
opinii, Trojak "nie zabił na skutek zaburzeń preferencji seksualnych".
Seksuolog rozpoznał u niego jedynie "zaniżoną samoocenę męskości",
wynikającą z nielicznych doświadczeń seksualnych z kobietami oraz z
nieudanego związku.
Do tej brutalnej zbrodni doszło jesienią 2005 r. we wsi Łęgowo pod
Pruszczem Gdańskim. 11-letni Sebastian Talarek nieopodal domu łowił z
kolegą ryby nad rzeką, kiedy podszedł do niego Trojak i powiedział, że
pokaże mu miejsce, gdzie ryby biorą lepiej. W ten sposób zwabił dziecko
do położonego w pobliżu zrujnowanego budynku gospodarczego.
Tam, jak ustaliła prokuratura, kazał chłopcu uklęknąć i zdjąć
ubranie. Sebastian próbował się wyrwać. Wtedy mężczyzna zaczął go
dusić, a kiedy chłopiec stracił przytomność, pchnął go nożem w okolicę
serca. Potem próbował go zgwałcić, ale zrezygnował, bo - jak powiedział
prokuratorowi - "czuł odrazę". Aby się upewnić, że dziecko nie żyje,
poderżnął mu gardło.
Podczas śledztwa Trojak przyznał się do podobnego zabójstwa z 2002
roku w Lisewie Malborskim, za które skazano innego człowieka. Podawał
przy tym szczegóły zbrodni nieznane opinii publicznej. Potem wycofał
zeznania, jednak prokuratorzy zweryfikowali nowe fakty w innych
źródłach. Doszli do wniosku, że są wątpliwości co do winy odsiadującego
15-letni wyrok Tomasza Kułaczewskiego.
W efekcie sprawa trafiła do Sądu Najwyższego, który w zeszłym roku
unieważnił wyrok. Wkrótce Kułaczewski opuścił więzienie. Dzisiaj domaga
się przed sądem 300 tys. zł odszkodowania za 4-letni pobyt w więzieniu.