Borysewicz nie pamięta, co robił Panasewicz na koncercie
03.07.2008.
Jan Borysewicz, lider Lady Pank, zeznawał w procesie kolegi z
zespołu Jana Panasewicza, którego prokuratura oskarżyła o "naruszenie
nietykalności cielesnej" jednej z fanek po tym, jak podczas koncertu w
Pruszczu Gdańskim trafił ją w głowę butelką wody mineralnej.
- Nie pamiętam, aby Panasewicz rzucił butelką ze sceny - mówił
Borysewicz. - Podczas plenerowych koncertów, kiedy jest gorąco zdarza
się, że na wyraźne życzenie publiczności, oblewamy ludzi wodą lub
rzucamy im butelki. Nawet jeśli to zrobił, to nie chciał celowo nikogo
skrzywdzić.
Dodał, że Panasewicz mógł być poirytowany podczas
koncertu, ponieważ skarżył się na oślepiające światła i słabą
słyszalność instrumentów.
Do incydentu, który zaprowadził muzyka przed sąd, doszło w czerwcu
zeszłego roku. Koncert był częścią obchodów dni Pruszcza. Panasewicz
miotał się po scenie, wypinał lędźwie na słuchaczy, wkładał mikrofon
między nogi i kłócił z gitarzystą zespołu. Potem chwycił plastikową
butelkę z wodą mineralną i rzucił nią w publiczność. Trafił prosto w
głowę jedną z fanek. To wszystko można zobaczyć na krążącym w
internecie filmie nagranym amatorską kamerą przez jednego z widzów.
Trafiona butelką 24-letnia Monika K. upadła na ziemię. Poza siniakiem
nie doznała poważniejszych obrażeń. Uszkodzeniu uległ jej aparat
fotograficzny. Publiczność była zbulwersowana zachowaniem wokalisty, w
kierunku sceny poleciały wyzwiska.
Po koncercie poszkodowana
zgłosiła się na policję i zrobiła obdukcję. Panasewicza przesłuchano i
zbadano alkomatem - miał 1,8 promila alkoholu w wydychanym powietrzu.
- Muzycy Lady Pank nigdy nie piją alkoholu przed i w trakcie
koncertów - zapewniał na wczorajszej rozprawie Jan Borysewicz. - A
jeśli chodzi o koncert w Pruszczu, to sięgnęliśmy po alkohol dopiero po
zejściu ze sceny.
Kolejną sesję w tym procesie sąd zaplanował na 6 sierpnia. Ma się na
niej pojawić w roli świadka obrony technik odpowiedzialny za
oświetlenie podczas tamtego koncertu.
To nie jedyny proces Jana Panasewicza. Przed gdańskim sądem grodzkim
toczy się postępowanie, w którym jest obwiniany o "nieprzyzwoite
zachowanie w miejscu publicznym". Podczas tego samego występu, kiedy
zespół wykonywał znany przebój "Vademecum skauta", wokalista zwymyślał
publiczność wulgaryzmami.