Co piąta rodzina w gminie Suchy Dąb nie ma przed domem pojemnika na
odpadki i uchyla się od obowiązku podpisania umowy z firmą wywożącą
śmieci. Metodą na pozbycie się rozmaitych rupieci jest beczka przed
domem i... zapałki.
Mając na wsi domek z ogródkiem, łatwo urządzić kompostownik, do
którego powinny trafiać wszelkie organiczne odpadki. Kartony zwykle
lądują w piecu. A co zrobić ze starymi meblami, wszelkiego typu
tworzywami sztucznymi itp.?
Na zalesionych terenach powiatu
gdańskiego śmieci zwykle lądują w lasach. Natomiast na płaskich jak
okiem sięgnąć Żuławach lasów nie uświadczysz. Jednak i tu nie brak
osób, dla których ekologia to puste hasło. Ich metodą na pozbycie się
odpadów jest ognisko. Taniej bowiem spalić śmieci, niż płacić za
wywózkę.
"Zaradni" oszczędzają w ten sposób około 200 zł rocznie.
Przy okazji jednak zasmradzają okolicę i trują sąsiadów gęstym dymem.
Urząd Gminy w Suchym Dębie postanowił walczyć z taką praktyką i
zapowiada wysokie kary za uchylanie się od obowiązku podpisania umowy o
wywóz nieczystości stałych.
- Ustaliliśmy, że takich umów nie podpisało jeszcze 150 rodzin -
powiedział wójt Sławomir Kaźmierski. - Wysłałem im przypomnienie o
obowiązku przestrzegania regulaminu utrzymania w czystości gminy Suchy
Dąb. Jeśli to nie poskutkuje, listę "opornych" mieszkańców przekażę
policji, w celu wyegzekwowania prawa. Palenie odpadów w beczkach czy
ogniskach jest niedozwolone.
- Również wypalanie liści, suchych traw czy innych pozostałości
roślin na polach, łąkach i w rowach jest wykroczeniem - przypomina
Jarosław Dutkowski, komendant gminny ochotniczych straży pożarnych w
Suchym Dębie. - Takie nieprzemyślane działania niszczą ptasie gniazda i
wszystkie drobne zwierzęta tam żyjące. Ogień może rozprzestrzeniać się
na stogi słomy lub zabudowania. Palenie plastików w beczkach stało się
modne, ale wdychanie czarnego dymu jest niebezpieczne dla ludzi i co
istotne bardzo szkodzi środowisku. Dlatego grożą za to mandaty w
wysokości do pięciuset złotych.