Wszystko co dobre szybko się kończy - tak mówi popularne przysłowie.
A o tym, że jest, niestety, prawdziwe już jutro przekonają się kierowcy
z Pomorza, a zwłaszcza ci z Kociewia i okolic. Przez ostatnie dwa
miesiące mogli oni bezpłatnie korzystać z autostrady A1.
Kierowcy chwalili wygodę trasy, a zwłaszcza to, że dzięki niej
znacznie skracał się czas dojazdu do Trójmiasta. Jednak dokładnie o
północy z wtorku na środę rozpocznie się pobieranie opłat. Dla
samochodu osobowego stawka wynosi 6,70 złotych i, według opinii naszych
czytelników, jest to wygórowana opłata, bo przecież wielu z nich z A1
korzysta każdego dnia.
Jaki będzie skutek wprowadzenia wyśrubowanych stawek? Kierowcy z
dwóch największych miast, 60-tysięcznego Tczewa i liczącego ponad 47
tysięcy mieszkańców Starogardu Gd., wycofają się z autostrady. Tym
samym wrócą na drogi lokalne. Będzie więc jak dawniej - kierowców
czekają korki, a przy tym dłuższy czas podróży.
Regina Gembusz z Tczewa od dnia otwarcia autostrady codziennie
dojeżdżała nią do pracy do Gdyni. Było to dla niej istotne
udogodnienie. Nie tylko na przejazd nie musiała poświęcać wiele czasu,
ale - co ważne - podróż była zdecydowanie bezpieczniejsza. Teraz, gdy
wchodzą opłaty, zamierza się wycofać. 6,70 zł za przejazd to dla niej -
jak podkreśla- "kosmicznie dużo".
- To absurd, że ktoś ustalił tak wysokie stawki - denerwuje się pani
Regina. - Autostrada przy tak krótkim odcinku nie powinna być w ogóle
płatna. Niestety, będę zmuszona zrezygnować z korzystania z niej. Cóż,
pojadę jedynką. Za przejazd wydałabym miesięcznie ponad 200 zł, a za
takie pieniądze można kupić już sporo paliwa.
Niektórzy zapowiadają, że nie wjadą na autostradę, aby zaprotestować przeciw wysokim opłatom.
- Tak krótki odcinek w ogóle nie powinien nazywać się autostradą -
uważa Mirosław Wardin z Tczewa. - Powinien być bezpłatny. To po prostu
wstyd, że komuś przyszło do głowy naliczanie opłat za
kilkunastominutowy przejazd. Trasa powinna być zwolniona z opłat z
innego powodu - wybudowano ją przecież z naszych podatków!
O wycofaniu się z autostrady coraz głośniej mówią również mieszkańcy Starogardu Gdańskiego.
- Na pewno tam nie pojadę, bo za siedem złotych wolę kupić coś słodkiego swojemu dziecku - przekonuje Maciej Rosiński.
Kierowcy z Pomorza zgodnie zapowiadają, że w środę wrócą na drogi
lokalne. A to nie cieszy policji. Statystyki pokazują bowiem, że w
styczniu 2007 r. tylko na krajowej jedynce zanotowano aż 9 wypadków -
zostało w nich rannych 17 osób. W tym samym miesiącu, tyle że rok
później, gdy korzystano już z autostrady, wypadków było tylko pięć, a
liczba rannych spadła o połowę.
Gorycz kierowców i zapowiedzi bojkotowania autostrady nie zmieniają
faktu, że dokładnie o północy z wtorku na środę inkasenci w kabinach
zaczną już pobierać opłaty. Nikłym pocieszeniem jest to, że w
przyszłości mogą pojawić się karty rabatowe na przejazd A1, bo do tego
czasu kierowcy i tak będą stratni.
Gdańskie Prawo i Sprawiedliwość kontratakuje w sprawie autostrady
A1. Zarzuca rządowi PO i ministrowi Cezaremu Grabarczykowi, że chce
podzielić Pomorzan na tych, których stać na jazdę autostradą i tych,
których na to nie stać.
- Autostrada ma być płatna od środy - przypomina poseł Jacek Kurski.
- Chcemy stanowczo oświadczyć, że przyjęta przez ministra
infrastruktury stawka za kilometr jest skandalicznie wysoka. Prawie 7
zł za przejazd jest nie do przyjęcia. Spowoduje ona odwrócenie się
Pomorzan od autostrady.
PiS domaga się od ministra Grabarczyka wprowadzenia niższej stawki. I proponuje 12 gr za kilometr, czyli 3 zł za przejazd.
-
Jeżeli 25-kilometrowy odcinek ma kosztować prawie 7 zł, to ile będą
kosztowały następne? Podróż do Grudziądza to wydatek 24 zł w jedną
stronę. Kogo będzie na to stać i jak do tego ma się hasło Platformy
"Aby żyło się lepiej"?
Kurski na poparcie tezy o konieczności
obniżenia stawki podał, że opłaty na A1 są o 20 proc. wyższe niż we
Francji i od 50 do 70 proc. wyższe niż we Włoszech. Tańsze są także
krajowe autostrady A4 i A2, gdzie za kilometr kierowcy płacą 21-22 gr.
-
W innym świetle stawia to komentarze ówczesnej opozycji przy okazji
batalii, jaką rząd Jarosława Kaczyńskiego toczył z konsorcjum o budowę
autostrady przez państwo - dodaje Kurski. - Platforma mówi, że lepiej,
by było drożej, ale żeby w ogóle było. Według nas, na tak wysokie
stawki nie ma zgody.
Kurski zapowiedział, że jeśli minister nie
obniży stawki, PiS przeprowadzi akcję protestacyjną polegającą na
rozdawaniu kierowcom ulotek informacyjnych. Za absurd uznał
wprowadzanie opłat, a następnie znoszenie ich po dwóch miesiącach na
czas remontu krajowej jedynki. - To wprowadza chaos i dezinformację -
dodał Kurski. - Zgodnie z podpisaną z GTC umową, całe 91 km ma zostać
ukończone do listopada i wtedy miały wejść opłaty. Do tego czasu na
odcinku otwartym wcześniej nie powinny w ogóle być pobierane.
Zdaniem
Kurskiego, przykład A1 pokazuje, że popierane przez obecny rząd
partnerstwo publiczno-prywatne jest za drogie, a zapłacą za to
obywatele. W ubiegłym roku ówczesny minister transportu Jerzy Polaczek
uznał, że koncesja, jaką miało Gdańsk Transport Company na budowę
dalszych odcinków A1, wygasła. Według niego, A1 powinno dalej budować
państwo. Sąd, do którego poszło GTC, nie zgodził się z tą decyzją.
Decyzja ministra
Z Ewą Łydkowską, rzecznikiem prasowym Gdańsk Transport Company, rozmawia Jacek Klein
- Kierowcy skarżą się, że przejazd autostradą A1 będzie najdroższy w kraju. Oczekiwaliby niższych stawek.
- Stawka wynosi 22 grosze netto za kilometr. Taka została zapisana w umowie koncesyjnej.
Brutto wychodzi jednak 27 groszy. Na innych autostradach w kraju stawki te wynoszą 21 - 22 gr.
O
wysokości stawek decyduje minister infrastruktury. Minister mógł
zdecydować o ich zmianie. Nie otrzymaliśmy jednak takich wytycznych,
byliśmy zatem zobowiązani do przyjęcia stawek zapisanych w umowie.
Sugerowaliśmy ministrowi przedłużenie okresu niepobierania opłat do
czasu zakończenia remontu drogi nr 1.
- Przy takich opłatach wielu kierowców może zrezygnować z jazdy autostradą.
- Nasz system poboru opłat będzie w najbliższym czasie gotowy do
wprowadzenia kart rabatowych. Zgodę na ich wprowadzenie, tak jak w
przypadku wysokości taryf, także musi wydać minister infrastruktury.
Nasza droga A1
Artur Kiełbasiński, redaktor naczelny serwisu NaszeMiasto.pl
- Pomorska autostrada ma pecha. Albo raczej Pomorzanie mają pecha
do swojej autostrady. Nie dość, że powstaje dużo później niż inne ciągi
komunikacyjne w naszym kraju, to jeszcze albo ktoś się potyka w sądzie
o prawo do jej budowy, albo rodzą się emocje związane z ceną przejazdu.
Jeśli jednak przyjrzeć się emocjom cenowym, to są one jak najbardziej
zrozumiałe. Autostrada miała być sposobem na szybkie i bezpieczne
podróżowanie, miała skomunikować porty Pomorza z południem Polski. Ale
cena 6,7 zł za przejazd do Tczewa jest ceną... kosmiczną. Gdyby takie
proporcje cenowe utrzymać na całym odcinku A1, to podróż z Trójmiasta
na Śląsk będzie kosztować netto ponad 100 zł. Taka cena, postawi tamę
częstemu korzystaniu z A1. Nie zostanie rozwiązany żaden problem.
Do
tego w całej sprawie porażające jest także coś innego. Przedstawiciel
GTC opowiada, że złożono u ministra wniosek z maksymalną ceną
dopuszczalną. Minister tego wniosku nie zakwestionował. Więc jest cena
maksymalna. A ja mam pytanie, czy na Pomorzu są jakieś władze lokalne?
Czy ktoś się poczuwa do miana "gospodarza regionu? Czy są jacyś
prezydenci i wójtowie? Czy ktoś protestował, negocjował, rozmawiał? Mam
wrażenie, że nikt. Kierowców zostawiono samych sobie. Bo po co taki
samorządowiec ma się zajmować cenami na A1? Przecież medali za to nie
dają, można narazić się dużej firmie albo nawet Panu Ministrowi.
Dlatego kierowcy zostali sami ze swoim problemem. Jak zwykle.